Gdzie jest początek magii? Czarów niszczących w przeszłości góry, od tysiącleci pomagających przetrwać na pustyni i leczyć ale też naprawiać garnki i wyszukiwać zagubione klucze. Gdy Pierwszy układał podwaliny cesarstwa, magia jeszcze nie istniała, jeszcze nie było siły zdolnej kontrolować potęgę wszechświata. Z drugiej jednak strony sama potęga jest starsza, o wiele, wiele starsza.



Stara jak kosmos a młodsza jedynie od Zewnętrznych choć to nie jest już takie pewne. Czy przed kosmosem istniał czas? Jeśli nie to jak można mówić o wieku Zewnętrznych?



Musisz wiedzieć, że miliardy lat temu kosmos dopiero się rodził, rozszerzał się i zmieniał. Stygł. A przynajmniej jego część stygła.



Nie wszystko co widzisz jest wszystkim. Możesz wszak poczuć powietrze i ciepło słońca a nie możesz ich zobaczyć. Ale czy potrafisz sobie wyobrazić coś czego nie możesz zobaczyć ani poczuć? Coś co nie zachowuje się jak część twojego świata? Oczywiście, że nie możesz, nikt nie może.



By stygnąć trzeba zwolnić. Zastygnąć bez ruchu tak jak kamień który przecież był kiedyś płynny. Ale nie wszystko może zwolnić bo by zwolnić trzeba rozpędzić coś innego. Wyzbyć się energii.



Gdy kosmos się rodził składał się nie tylko z rzeczy widocznych ale też z tego czego nigdy nie uda się dostrzec. Czegoś co nie świeci, ale też nie pochłania światła. Czegoś co przenika przez wszechobecną pustkę nie napotykając oporu ale nie dostrzega też nikłych ścian tego co namacalne. A ponieważ nie świeci, nie może zwolnić.



Miliardy lat temu to co potrafiło stać się zimnym tworzyło małe fortece wobec pustki. Skupiało się. Rosło. Rodziły się słońca z których prochów powstawały planety. A Cień? Cień był niewidzialnym powietrzem które choć przyciągane przez to co widoczne było zbyt szybkie, zbyt rozpędzone by dać się zbić w coś innego niż obłok tak ogromny, że aż nie wyobrażalny. Moc Cienia przez miliardy lat była nie do ujarzmienia bo nie było siły zdolnej na niego oddziaływać. Niektóre rzeczy się jednak zmieniają...