|
Panel moderacji
s[Ścieżka] Szkarłatny łabędź
|
|
Miasteczko Goria - mały port przeładunkowy na północno-wschodnim wybrzeżu Buldrog - dwie godziny przed zmierzchem.
Wielki pasiasty żagiel rozpięty nad wyniesionymi przed karczmę ławami zaledwie lekko się wzdymał niesiony leniwym rytmem, wdzierającego się w głąb lądu morskiego powietrza. Zdałoby się kłam zadając oblepiającej wszystko i wszystkich duchocie. Senną atmosferę jednego z pierwszych letnich wieczorów, psuły jedynie gwar przepitych gardeł i szczęk tłuczonych kufli. Tak, chudy jak patyk Lonthar, właściciel tawerny "Łabędzi Wiatr", miał dzisiaj pełne ręce roboty. Wszędzie jak okiem sięgnąć, czy to w przepełnionym piwnymi oparami ciasnej izbie, czy pod rozpiętym przed wejściem żaglem, a nawet na niedawno wzniesionym tarasie, tłoczyło się istne mrowie spragnionych radości i piwa mężczyzn, a między nimi jak węgorze uwijali się wszyscy domownicy tawerny. Lonthar nie był jednak głupi, żadna z dziewcząt nie pokazała swych wdzięków między tyłkami zaścielającej ławy marynarskiej ciżby. Wszystko, to zdrowe wesołe chłopaki w książęcej służbie, takim to trzos pełny i gardło suche. Jednak dać im jeno kobiecej łydki pomacać a cały interes z dymem gotowi puścić. Dlatego też one wszystkie na tarasie "muzyką i śpiewem" możnym czas umilają. A niech no, choć jedna stopę na polepie położy, pozna zaraz ojcowską rękę. Zaiste Lew pokazał rankiem swą łaskę, każąc "Szkarłatnej Galerze" na południe wracać. Niewiele jak miesiąc temu ku północy płynęła, ku oświeceniu pogan stalą chwałę Księstwa okazać. A już z powrotem i to z nie byle jakim gościem. Karczmarz nie w ciemię bity, od razu poznał, że młodzian co z kapitanem ucztuje majątkiem i łaską cieszyć się musi. Ale to pierwszy raz, kogo znacznego na południe wiozą, wszystko to swojskie, znane. Jeno ta trójka obcych, z boku się trzymających niepokojem go kuje. Od dwóch dni siedzą i gapią się w morze - mało pijąc, dziewek oszczędzając. Jak mówią, z ochrony moritańskiej kogi, co to kapitan przeciek mając, na nabrzeżu stoi...
Siedzicie na skraju ławy, co to prawie z pod żagla wyłazi, wokół śmiech i gwar. Czemu zatem Oll o sumiastych wąsach spojrzenie w pustym kuflu topi, czemu barczysty Anan posępnie ławę skubie, a czerwono brody, Thonaar co chwila kułakiem młot swój okłada? Czyżby miał z tym coś wspólnego ów zamożny kupiec z Notenbergu, co to was za trzy złocisze od łepka do przepatrywania przepływających na południe statków w poszukiwaniu bratanicy najął? Może dla tego, że to Buldrog, kraj wrogi, magią owiany, obcym nie łasy? A jeśli dowiedzą się, że nie z Morite płyniecie, że dziewczynę, jeśli na którym okręcie znajdziecie siłą wyrwać z lwa paszczy macie? Co wtedy? Co w tedy! Do dzisiaj robota łatwa zdawać się musiała, od rybackie krypty ino i tyla. Ale zły los rankiem galerę do przystani przywiązał, i duchom chwała, że tak daleko cumuje, bo smród od niej wielki się nieść musi. Aż się żołądki gotują, na myśl, co po zmroku zrobić musicie...
K20: 2; 12; 5; 16; 3; 4. K6: 2; 1; 6; 3; 5; 3.
28 cze 2009, 22:15
Ostatnio edytowano 29 cze 2009, 07:20 przez Nimsarn, łącznie edytowano 1 raz
|
|
|
Anan postanowił przerwać nieznośną ciszę. Parszywa robota. Rzucił krótko, z zawziętym wyrazem twarzy. Nie dość, że kisimy się na tym bezbożnym wybrzeżu, to jeszcze mamy przeszukać galerę, na które służy kilkudziesięciu chłopa. Dodał po chwili namysłu. Na Jedynego i dziewięć Duchów, jakeśmy się w to wpakowali?! Zapytał z rosnącym wzburzeniem. Nawet piwa przez gardło nie można przelać! Zakrzyknął waląc pięścią w stół, ale szybko się opamiętał i rozejrzał nerwowo by sprawdzić, czy nie zwrócił niepotrzebnie czyjejś uwagi. Jedyna nadzieja kamraci, w tym, że w razie wpadki może uda nam się ściąć parę tych lwich pomiotów... dorzucił szeptem.
29 cze 2009, 00:36
|
|
|
I jeszcze tabaka mi się kończy. Mruknął Oll przewracając oczami. Może zwinę komuś na galerze. I kto postawił przede mną ten przeklęty kufel, przecież wiecie, że tego nie piję? Może pójdziemy już teraz? Powiedział po chwili namysłu. Po co czekać na zmrok. Podamy się za kupców niewolników i zbadamy kogo tam trzymają.
29 cze 2009, 10:08
|
|
|
To ruszmy się, za siedzenie nikt nie płaci. Krasnolud jak zwykle jakiekolwiek propozycje działania popiera czynem, kończąc piwo i wstając od stołu. Rzućmy okiem na galerę i marynarzy, choć pierwej może zaciągnijmy języka cóż to za krypa przypłynęła. „I na mego Małego i Dużego Brata, miejmy to jak najszybciej za sobą, bo jak orków nie lubię, to wody jeszcze bardziej. Byle by szybko dziewkę na ląd przetransportować, tu bić się można, a nie na huśtającej się wykałaczce”.
29 cze 2009, 12:00
|
|
|
Nikt zdaje się nie zwrócił uwagi na wasze nerwowe gesty toważyszące im podniesione głosy - gwar nieco nabrał pijackiej barwy, a z tarasu zaczęły napływać niepokojące tony fletu. Nawet wścibski karczmarz odrwócił się na pięcie by dalej muc napełniac wysychajace kufle w swym mrocznym skaktuariu. Jakby dla kontrastu skąpane w chylącym się za wzgórzami słońcu, kamienne nabrzeże z każdą chwilą pustoszało. Jeszcze tylko postacie dwóch naprawiających sieci rybaków i krążącego tu i ówdzie wartownika odcinały się odbitym blaskiem od burej sylwetki portowej wieży i duch cumujących w jej cieniu okrętów. W pierwszym poznaliście swojskiego koraba z trzema syrenami pyszniącymi swe piersi na dziobie. Za nim, kilkanaście metrów dalej, wznosiła swe pękate donżony galera.
K20: 12; 5; 16; 3; 4. K6: 2; 1; 6; 3; 5; 3.
29 cze 2009, 14:53
|
|
|
Idziemy do galery. [albo tylko ja idę, jak tam chcecie, hehe]
(edit: pozwalam Ananowi się wysforować, idę za nim)
29 cze 2009, 14:57
|
|
|
Anan idzie przodem (duży mięśniak, stara się robić wrażenie jeszcze większego niż jest - napina mięśnie, wypina pierś, niesie wysoko głowę z zaciętą miną). :]
29 cze 2009, 20:03
|
|
|
Być może to ciemniejące niebo nad Gorią, albo miesięczne przebywanie na małej przestrzeni, lub litry spirytusu wlane w gardła spowodowały, że marynarze w „Łabędzim Wietrze” byli jak beczka prochu. A, że ludzka pamięć słaba, to kary za burdy tylko odwlekły to co nieuniknione.
Odchodząc trójka przyjaciół słyszała dzikie wrzaski i odgłosy tłuczonego szkła, krzeseł i kości. Najpewniej niedługo znowu jakiś statek odpłynie szybciej niż planował to kapitan. - Minęliśmy się z dobrą zabawą - skwitował te dźwięki Thronaar.
Przechodząc między zaułkami portu trójka wojowników nie szczególnie przyciąga kłopoty. Każdy dwa razy się zastanowi zanim zaczepi w pełni uzbrojoną bandę, szczególnie gdy ich wygląd nie zdradza dużej gotówki. Zawsze jednak znajdą się ludzie, których myślenie boli.
29 cze 2009, 20:49
|
|
|
Droga minęła wam dość szybko. Tych kilkaset metrów, wpierw kamienistą plażą, potem nowym nabrzeżem. Tawarniana wrzawa pozostając w tyle zmieniła się w cichy pomruk, jej miejsce zaraz zastąpiły wszędobylskie mewy, wrzaskiem dopingując rybaków. Mijając ich siwobrody tylko pokiwał z dezaprobatom kucykiem i ofuknął gołowąsa, by ten zamknął usta i wrócił do łatania sieci. Pilnujący nabrzeża strażnik od jakiegoś czasu zaprzestał wydeptywania w bruku ścieżek, od czasu do czasu znacząco zerkając ku blankom wznoszącej się nieopodal strażnicy, wsparty na włóczni obserwował zbliżających mężczyzn. Gdy mijaliście "Szczęśliwa trójkę"(wasz korab) za burty wychyliło się kilka płowowłosych marynarzy, któryś z nich nawet próbował was pozdrowić, urwał jednak ścięty chłodnym wzrokiem kapitana. Dziwna sprawa tymi nogami, nieprawdaż, im bliżej celu, robią się coraz cięższe... No i ten zapach, potu fekaliów i obejmującej beznadziei... Z początku nutką zaledwie będąc, teraz dech na powrót w płuca wpycha...
K20: 12; 5; 16; 3; 4. K6: 2; 1; 6; 3; 5; 3.
29 cze 2009, 21:37
|
|
|
Oll rozgląda się za kimś na pokładzie galery, z kim możnaby pogadać.
30 cze 2009, 09:28
|
 |
Kto przegląda forum |
Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zalogowanych użytkowników i 0 gości |
|